czwartek, 22 września 2016

O czym piszczy na moim blogu?

  Odkąd prowadzę bloga, czyli cztery lata z hakiem, wszędzie noszę ze sobą notatnik. Opisuję zdarzenia, których jestem świadkiem, bo nie chcę, żeby zaginęły gdzieś w zakamarkach mej pamięci, wpisuję wyrazy pomagające mi później stworzyć nowe wpisy, lub usłyszane przypadkiem dialogi. Pozwala mi to się rozwijać i obserwować świat jeszcze wyraźniej, a poza tym dzięki temu nieustannie ćwiczę. Kiedy wychodzimy z domu, zawsze sprawdzam, czy włożyłam notatnik do torebki, z czego śmieje się mąż, gdyż jego zdaniem to już zakrawa na obsesję. Tymczasem nie tylko ja podglądam, ale robią to też odwiedzający moją stronę. Szukają tu różnych rzeczy i czasem włosy stają mi dęba na głowie, gdy czytam, po co przyszli. Słowa kluczowe w moim notatniku zajmują kilka kartek i chciałabym w końcu przedstawić te, które najbardziej mi się spodobały (a naprawdę było w czym wybierać). Oto czym żyje mój "rodzicielski" blog:

-Włoskie krocza. No i mamy problem, bo przyznam szczerze, że nie za bardzo im się przyglądam. Tak samo zresztą nie przyglądałam się polskim kroczom, ani żadnym innym, więc w tym temacie jestem zupełnie zielona. Krocza to krocza i jakiejkolwiek narodowości by nie były, trzeba o nie dbać, jak o własne. Albo nawet i lepiej, a wtedy do zakochania jeden krocz, wróć, krok.

-Ona na mnie leci. Jesteś tego pewien, a może po prostu Ci się wydaje, bądź nadinterpretujesz jej gesty? To, że dziewczyna się do Ciebie uśmiechnie, albo z Tobą porozmawia, nie oznacza od razu, że ma na Ciebie ochotę. Kobiety jedno mówią, drugie myślą, a trzecie robią, pamiętaj o tym. A skoro jesteś przekonany, że jednak na Ciebie leci, to nie pozostaje Ci nic innego, jak przejąć inicjatywę (dziewczyny za tym przepadają, uwierz mi). Moja rada dotyczy jedynie facetów, którzy wyglądają jak Brad Pitt, a reszcie mogę powiedzieć tyle: Nie, ona na Ciebie nie leci!

-Grube baby są namientne, czy to sztereo typ. Temperament kobiety nie ma nic wspólnego z ilością posiadanych kilogramów. Jeśli wybranka ma wyobraźnię, to na pewno będzie namiętna i nieważne, ile waży (i tak się do tego nie przyzna). Nie zwracaj się do niej jednak "gruba babo", bo przywali Ci z liścia i ukażą Ci się gwiazdki, które być może Cię oświecą i naprowadzą na właściwą drogę poprawnej polszczyzny.

-Curwa po włosku jest ta sama. Domyślam się, że chodzi o odmianę naszego narodowego przekleństwa i muszę zmartwić autora frazy. Nie, po włosku "curva" oznacza po prostu zakręt. Jeżeli będziesz kiedyś we Włoszech i powiesz "curva", nikt na to nie zwróci uwagi, a w kraju to chyba nikogo już nie szokuje. Tak czy siak, proponuję zacząć naukę języka włoskiego od podstaw, a nie od wulgaryzmów.

-Majtki w 3d. I chyba tutaj spasuję, jako że nie mam pojęcia o istnieniu tychże. Jak niby miałyby wyglądać takie majtki, i przede wszystkim, jakie efekty specjalne miałby prezentować nasz tyłek po ich założeniu? W tym wypadku zostanę konserwatystką, więc zaproponuję zwykłe figi, ewentualnie stringi, natomiast na długie, jesiennie wieczory najlepsze będą reformy. Możesz położyć się w nich spać i ładnie Cię ogrzeją przy oglądaniu filmu. Oczywiście w 3d, co do tego nie ma wątpliwości.

-Ten gnid mnie zdradza. No to daj sobie z nim spokój, cholera jasna! Tego kwiatu pół światu, nie ma co się przejmować jednym "gnidem". A skoro zdradził Cię raz, to zrobi to drugi, trzeci i setny i będzie coraz większym "gnidem", a Ty niepotrzebnie się będziesz dołować.

-Blog dla normalnych. I tu mnie masz, bo nie wiem, co odpowiedzieć. Znaczy, mój blog jest najormalniejszy z możliwych, lecz nie ma znaczenia, czy czytają mnie normalne osoby, ważne jest to, że w ogóle ktoś czyta te moje wypociny. Blogerzy niby często prawią, że na statystyki mają wyjechane, ale to kokieteria. A bloga dla normalnych Ci nie polecę, ponieważ ostatnio odnoszę wrażenie, że blogerzy są nienormalni (na czele ze mną, zatem bez urazy, drodzy koledzy po fachu).

-Domowa kura aktorów zna. Zna, zna i swoich ulubieńców ma! Jako kura domowa z pięcioletnim stażem mogę pochwalić się całkiem niezłą znajomością aktorów polskich, włoskich, zagranicznych i amerykańskich! Siedzenie w domu nie powoduje, że biedne kury domowe kretynieją, bo zdarza się, że oglądają filmy i nawet do ludzi wychodzą, takie z nich burżujki. Gdyby ktoś był ciekawy, jakiego aktora ceni najbardziej autorka bloga, może do mnie napisać w tej sprawie maila. Z wielką przyjemnością odpowiem, że jest nim Kevin Spacey.

-Beznadziejna matka. Mleko się wylało i wreszcie się wydało. Próbowałam to ukryć, lecz najwyraźniej nie robiłam tego zbyt dobrze. Do tego stopnia jest ze mnie beznadziejna matka, że zastanawiam się nad zmianą nazwy bloga, a "Matka bezNadziejna" byłoby idealne. Na czasie i w ogóle, także spodziewajcie się drastycznych zmian na blogu. Kiedy to piszę, moja młodsza córeczka posyła mi uśmiechy, starsza zaś szaleje po domu. Nie wierzcie więc w teorie o tych wszystkich beznadziejnych mamuśkach, bo są one stworzone na potrzeby rynku.

 Czego to ludzie nie wymyślą! Do tej pory mi się zdawało, że prowadzę bloga parentingowego, ale powoli zaczynam w to wątpić. Setnie się uśmiałam, tworząc ten wpis i mam nadzieję, że i na Waszych ustach zagości uśmiech. Nie samą matką matka żyje i nie samym macierzyństwem blog oddycha.

Zdjęcie nijak się ma do tekstu, ale dzisiaj pierwszy dzień jesieni, więc musi być odrobinę sentymentalnie.