wtorek, 21 marca 2017

"Kobiety ze wschodu" w środku włoskiego cyklonu

  Uniosłam się. Obraziłam. Wkurzyłam. Sposępniałam. A wszystko dzięki włoskiej telewizji publicznej RAI i bzdurom, jakie zostały wygłoszone w jednym z programów rozrywkowych. Poruszono w nim temat "kobiet ze wschodu", jako że Włosi podobno za nimi przepadają, więc zastanawiano się, w czym tkwi ich fenomen. Już samo określenie "kobiety ze wschodu" (donne dell'est) powoduje mój sprzeciw, ponieważ moim zdaniem ma ono negatywny wydźwięk. Nie czuję się żadną "kobietą ze wschodu", zawsze powtarzam z dumą, że jestem Polką, bądź obywatelką Europy, bez precyzowania dokładnego kierunku. Bo "kobieta ze wschodu" to ta gorsza, bez życiowych perspektyw i ambicji, z wielkim marzeniem schowanym w kieszeni- dorwać włoskiego chłopa. Państwowa telewizja udowodniła mi, że się w swoich przypuszczeniach nie mylę.

  Pogaduszki w studio nie zrobiły na mnie wrażenia, lecz gdy zobaczyłam wypunktowane powody, dla których Włosi wiążą się z cudzoziemkami ze wschodu Europy, podniosło mi się ciśnienie do tego stopnia, że miałam ochotę spakować walizkę. Nie zrobiłam tego rzecz jasna, choć niewiele brakowało, bo takie głupoty emitowane w porze największej oglądalności tylko utwierdzają ludzi w przekonaniu, że wschodnie kobiety są gorsze i coś z ich mózgami jest nie w porządku. W moim małżestwie nie ma różnic, nie jestem zdominowana przez męża i potrafię myśleć, co może wydać się nieprawdopodobne tym, którzy przygotowali tą żenującą listę. Rozumiem, że została ona ułożona na potrzeby programu rozrywkowego i trzeba ją potraktować z przymrużeniem oka, ale jakoś nie jest mi do śmiechu. Telewidzowie bowiem mają tą przypadłość, że wierzą w takie rzeczy i wyrabiają sobie na ich podstawie opinie o innych narodach. A ja nie chcę być kojarzona z taką "kobietą ze wschodu", gdyż absolutnie się z przedstawionym opisem nie utożsamiam. Nie brakuje mi autoironii i zazwyczaj na takie pierdoły mam wyjechane, lecz nie tym razem. Poczułam się urażona, zepchnięta do niższej kategorii i o lata świetlne do tyłu od nowoczesnych Włoszek.

  Dlaczego warto wybrać "kobietę ze wschodu"? Ano dlatego: 



1. Wszystkie są matkami i po porodzie błyskawicznie wracają do formy.

 Jestem matką, ale do formy jeszcze nie wróciłam, choć od urodzin Sary minęło już prawie dziesięć miesięcy. Znam dużo Polek mieszkających we Włoszech, które dzieci nie mają, bo przyjechały tu na studia, a nie po to, by się rozmnażać. Punkt pierwszy nie w punkt.

2. Zawsze są seksowne. Nie używają piżam i spodni dresowych.

  To fakt, nawet podczas cesarski ubrana byłam w koronki, a śpię wyłącznie w kuszących body. Po domu zaś snuję się niczym zjawa i zamiast wygodnych dresów noszę wieczorowe kreacje. Czy piżamy przynależą tylko do określonej narodowości i reszta świata (zwłaszcza ze wschodu Europy) ich nie zna? Punkt drugi nie w punkt. 

3. Wybaczają zdrady.

  No i wydało się, z jakiej przyczyny Włosi nas tak cenią, że też ja na to nie wpadłam. Mogą sobie skakać z kwiatka na kwiatek, mając pewność, że nie będą mieli z tego powodu kłopotów. Posłuszna wschodnia żona nie dość, że nie skrzyczy niewiernego męża, to pochwali go za jurność. A potem się z nim rozwiedzie. Punkt trzeci nie w punkt.

4. Pozwalają, żeby mężczyzna nimi rządził.

  Moim ukrytym pragnieniem było poślubić pana i władcę. Mąż spełnia te kryteria, ponieważ podnosi na mnie głos, nie pozwala mi wyjść z domu, wydziela mi pieniądze i czasem publicznie poniża. Na szczęście mogę swobodnie oddychać, tego mi skurczybyk nie zabierze. Punkt czwarty nie w punkt.

5. Są perfekcyjnymi paniami domu i od małego uczą się fachu, jakim jest prowadzenie gospodarstwa domowego.

  Dokładnie tak jest, przecież innych aspiracji nie mamy. Zamiłowanie do czynności kuchennych wyssałam z mlekiem matki i nic więcej w życiu nie potrzebuję. Z blogowaniem za niedługo się pożegnam, jako że nic nie może kolidować z obowiązkami domowymi. Dzieci również nie, a w szczególności one. Punkt piąty nie w punkt.

6. Nie marudzą, nie są czepialskie i nie wiedzą, co to foch.

  Nie odpoczywają, PMS ich nie dosięga, nie krzyczą, nie dołują się, nie buntują się, nie tyją, nie znają zmęczenia i są wiecznie zadowolone. No i właśnie strzeliłam focha. Punkt szósty nie w punkt.

  Portret, jaki wyłania się z przedstawionego opisu, jest nad wyraz smutny, bo nawet w żartach nie należy umieszczać przesłania, że kobietom podoba się dominacja samców. Kobieta i mężczyzna mają taką samą wartość, co chyba od dawna nie podlega dyskusji. Mąż podziela moje zdanie i też jest zniesmaczony podejściem do "kobiet ze wschodu". Telewizja RAI przeprosiła, a sobotni program został zdjęty z anteny, niemniej niesmak pozostał. Za błędy się płaci, o czym wiedzą włodarze publicznej tv we Włoszech, chwytający się brzytwy, aby zachować twarz. Przykro, że ich pojęcie na temat "kobiet ze wschodu" jest tak ograniczone.
  

zdjęcie- huffingtonpost.it